Wspomnienia z ery Hamachi: VPN to magia
Przypomniało mi się dzisiaj o istnieniu LogMeIn Hamachi. Serwer, na którym stoi ta strona, z powodów bezpieczeństwa działa pod spodem na bardzo podobnej zasadzie, co skłoniło mnie do małych refleksji.
Miałem wtedy może 10, góra 13 lat i wszystko pamiętam jak przez mgłę, ale wspomnienia zostały. Bardzo, ale to bardzo chciałem zagrać z KOlegami w Minecrafta, a że w ekipie byłem jedynym “komputerowcem”, to na mnie spadł obowiązek postawienia serwera. Wtedy to była dla mnie istna magia. 
Walka z TP-Linkiem
Każdy poradnik na ówczesnym YouTube kazał robić port forwarding. Dla mnie to była kompletna czarna magia, zwłaszcza że połączenie i router konfigurował mi operator, więc z założenia nie miałem do niego dostępu. 

Znalazłem jednak model tego sprzętu – na 90% był to legendarny, stary skurwysyn TP-Link TL-WR542G. Udało mi się go w końcu “zhackować”,
bo monter ustawiał wszędzie te same hasła, a mój kolega kiedyś je podejrzał.
Jakież było moje zdziwienie, gdy ustawiłem przekierowanie portów 1:1, a to gówno dalej nie działało. Serwer Minecrafta w ogóle nie chciał przejść na zewnątrz, a robiłem wszystko, co wtedy mogłem. Szkoda, że nie było wtedy AI xD Byłoby mi dużo łatwiej znaleźć informacje dlaczego to nie działa. 
Jako dociekliwe dziecko zacząłem męczyć wujka przez telefon, aż w końcu po kilku telefonach uświadomił mi brutalną prawdę: nie miałem zewnętrznego adresu IP. Nie wiedziałem jeszcze dokładnie co to znaczy, ale wiedziałem już, że żaden port forwarding tu nie pomoże.
Wtedy dotarło do mnie, że stara Neostrada > mój lokalny operator.
Magia wirtualnej sieci i pingi jak po WiFi
I tutaj cały na biało wchodzi LogMeIn Hamachi. 

Zainstalowałem ten program i dostałem jakiś dziwny adres IP, którego pierwszy oktet to było 5 (później zmienił się na 25). W sumie to wiele powiedzieć o tym programie nie mogę, bo nie mogłem wtedy do końca zrozumieć, jak on działał.
Rozumiałem tylko tyle, że robi coś w stylu wirtualnej sieci lokalnej dla połączonych użytkowników.
Koledzy poinstalowali klienta, dołączyli do mojego pokoju/organizacji (nie pamiętam już, jak to się tam nazywało) i nagle wszystko ruszyło.
Zrobiłem serwer. Zostałem lokalnym informatykiem, a w Minecrafta rżnęliśmy codziennie po kilka godzin. Ale jakie to Hamachi było kurwa wolne… Dosłownie koledzy mieli po pół sekundy pinga. Ja oczywiście problemu nie widziałem, bo serwer stał fizycznie na moim komputerze xD 
Matka tylko krzyczała na mnie,
że mój komputer chodzi 24/7. Z czasem zaczynały wlatywać mody i granie po nocach z Herobrine mod.
Babcia histeryczka
Nasze eldorado skończyło się szybciej, niż się zaczęło. Pewnego dnia babcia kolegi, z którym głównie grałem, weszła na jego komputer i po prostu usunęła Hamachi. Stwierdziła z pełnym przekonaniem, że ten skurwysyn (czyli ja)
instaluje mu wirusy.
Zobaczyłem, że jest nieaktywny w sieci, więc zacząłem wydzwaniać do niego na Skype. I wtedy odebrała jego babcia… 

Byłem tak przerażony, że po prostu od razu się rozłączyłem xD
I to by było w sumie na tyle, jeśli chodzi o wszystkie wspomnienia, które mam z tym moim pierwszym VPNem 
Komentarze czytelników (Razem: 0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł!
Dodaj swój komentarz 📝