Czytasz artykuł: Kamera to kamera

Kamera to kamera


Obiektyw to obiektyw? Jak boleśnie zderzyłem się z fotografią

Ostatnio podjąłem się krytycznego zadania – miałem zrobić dokumentację zdjęciową z pewnej imprezy. Na co dzień pracuję przy transmisjach na żywo, więc pomyślałem:

Obiektyw to obiektyw, a matryca to matryca <cfaniak>.

Pożyczyłem porządny rig i świetny sprzęt, zresztą o wartości jednej z kamer, których na co dzień używam, czyli sporej <oczko>.

Niestety, szybko okazało się, że to są kompletnie inne światy <sciana>.

Zderzenie z parametrami

Zrozumiałem to, gdy tylko zacząłem grzebać w ustawieniach. Shutter speed w aparacie działa zupełnie inaczej. Gain, który w moim świecie ma logiczne wartości typu +1, 0, -1, tu ma jakieś pokurwione przeliczniki ukryte pod nazwą ISO . A balans bieli (WB)? Stwierdziłem, że w aparacie kompletnie mnie nie obchodzi – w końcu zapisuję wszystko do pliku RAW, to sobie to potem na spokojnie obrobię.

Tak właśnie pomyślałem, zanim natrzaskałem 3 tysiące zdjęć <gafa>.

A muszę przyznać, że zdjęcia napierdalałem pięknie. Żaden standardowy fotograf tak nie robi. Wchodziłem w każdą możliwą sytuację, z której dało się wyciągnąć dobry kadr. Ba – doświadczenie z reżyserii i realizacji nauczyło mnie, że jak nic się nie dzieje, to trzeba działać. Namawiałem więc gości do aktywności, byle tylko materiał był super. Goście robią kółeczko? Ja biegiem w sam środek. Jeb, jeb, jeb – seria zdjęć .

Wszystko na marne .

Robota w ciemno

Mały ekranik aparatu nie pozwala odpowiednio dostosować parametrów (które i tak zachowują się inaczej niż w kamerze). W studiu sprawa jest prosta: mam albo realizatora, który mi krzyczy, co mam zjebane w kadrze, albo mam podpięty wielki monitor podglądowy i sam od razu widzę każdą nierówność. Z aparatem to była robota w ciemno <sciana>.

Z tych 3 tysięcy zdjęć na pierwszy ogień wypierdoliłem do kosza dobre 2 tysiące. Zostałem z rozmytym, zaszumionym gównem <zygi>, w którym światło jest tak rozwalone, że gdyby ktoś z takim oświetleniem wypuścił mi transmisję na żywo, to wyśmiałbym go i zwyzywał od najgorszych realizacyjnych cweli <zly>.

Postprodukcyjne piekło

Teraz siedzę, przeglądam dokładnie każdą sztukę i oceniam, z czym da się jeszcze coś zrobić. Ratuję się, jak mogę – trialami programów opartych na AI, żeby to jakoś odszumić. Każde zdjęcie rozjebane w inny sposób, więc do każdego trzeba ręcznie dobrać parametry i osobno je obejrzeć. Potem obróbka, dobieranie naświetlenia, rozmywanie tła tam, gdzie się da .

Mógłbym to rzucić, ale ja gówna oddać nie mogę. Nie pracuję w ten sposób. Robię porządnie, więc byle czego nie oddam <spoko>.

Jestem dopiero w połowie selekcji i i tak cieszę się, że cokolwiek z tego uratowałem. Niestety, klient nie chciał skorzystać z mojej WŁASNOŚCIOWEJ chmury postawionej na serwerze ze śmieci i upiera się, żeby dostać materiał na Google Drive…

No trochę słabo <foch>. Ale jest, jak jest.


W każdym razie, z tego miejsca gorąco pozdrawiam wszystkich fotografów. Na wspólnej robocie pewnie znowu będę się z wami wykłócał, że wpierdalacie mi się w kadry i stoicie w miejscu jak kołki <rotfl>. Ale od tej chwili będę to robił ze znacznie większym zrozumieniem waszej pracy <piwo>.


Komentarze czytelników (Razem: 0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł!

Dodaj swój komentarz 📝